Negotiating for dummies

– Kocie, usiądź.
– Mrrru?
– Usiądź.
– Purrr.
– Posadź. Łaciatą. Dupę. Na. Kolanach.
– Rrrrui!
– Filip, natychmiast.
– Ale ja cię kocham!
– To mnie kochaj stacjonarnie, na litość wszystkich bogów. Siadaj natychmiast albo zacznę cię czesać.
– Dawaj. Nie boję się twoich gróźb!
– Ta. A kolację wieczorem chcesz?
– No… – zawahał się na moment. – E, wytrzymam.
– Fantastycznie. Siadasz w tej sekundzie albo zacznę cię ignorować.
Siadł, jakby mu odcięto sznurki, a ja wróciłam do przerwanej pracy.

Jak to mówią: z terrorystami się nie negocjuje.

Powroty

Stado znów jest w komplecie.

Wczoraj wyglądało to tak:
JUŻJESTEŚNARESZCIETĘSKNIŁEMJAKMOGŁAŚGDZIEBYŁAŚDLACZEGOTAKDŁUGOWRESZCIEJESTEŚCHODŹTU…
(Piętnaście minut później.)
…STRASZLIWYŻALIROZPACZTAKBARDZONIESZCZ dobra, wystarczy. Masz coś do jedzenia?

Innymi słowy, dramatu nie było. Filip ustabilizował warunki współpracy ze stadem gospodarzy (polegało to na: Twoja budka jest teraz moja; no dobra, pożyczę wam zabawki; …okej, twój lewy sierpowy wygrywa) i oswoił sobie dwunogi. Cała czwórka futer była zachwycona nowymi smakami na stołówce.
Najbardziej zachwycony był przetrzymywany na diecie Spike. Spotkały go dwutygodniowe wakacje prosto z raju, jak zdradził mi w sekrecie. Nawet tę budkę do spania odżałował.

12746353_10208764174404311_1490232705_n
Od lewej: Pinda, czarny Ondraszkowy łeb i biały Spike, dzielny bohater.

Dzisiaj życie wróciło do normy.
– Łooo, co tam masz?
– Szynkę.
– Mogę trochę?
– Nie, jest za słona. Umrzesz.

– Łooo! A to?
– Ser.
– Mogę trochę?
– Nie, jest z papryką. Dostaniesz rozwolnienia.

– Ej, a to? Ja chcę to!
– To jest marcepan, głupku. Przecież nie lubisz słodyczy.
– Ugh.

– A to? A to? A to?
– To są kocie smaczki. Chcesz jednego?
– Poniżej mojej godności.
I poszedł.
Także, jako się rzekło, kot w normie.

Negocjacje

– Czemu znowu obcinasz mi pazury?
– Jak to: znowu?
– No przecież robiłaś to w zeszłym tygodniu.
– Ale wtedy obcięłam ci te z tyłu, nie te z przodu.
– Aha.
Filip leniwie podał mi drugą łapę. Muszę przyznać, że uwielbiam go za to.
– No ale… to czemu mi je obcinasz?
– Żebyście się chłopcy nie pobili…
– Jacy: my?
– Wyjeżdżamy z K. na dwa tygodnie. Trafisz pod opiekę jego rodziny. Pamiętasz, byliśmy w zeszłym tygodniu u trzech kotów i jeden z nich ci przydzwonił w kropkę.
– …?
– W nos, głupku.
– Pamiętam. I co to ma wspólnego z moimi pazurami?
– Ty będziesz miał obcięte, żebyś nie zrobił im krzywdy, a oni będą mieli obcięte, żeby nie zrobić krzywdy tobie.
– Jak dzieci…
– Dokładnie jak dzieci. Musimy was pilnować. Morderców.
– Bezserców. Nie możesz mnie ze sobą po prostu zabrać, zamiast odzierać z godności i rozumu kota?
– Wolę zrobić ci porządek z pazurami niż wpakować do klatki, schować w wielkim zimnym pomieszczeniu i obłożyć bagażami na kilka godzin…
– …coooo…
– …bo tak się przewozi zwierzaki w samolotach. Lepiej dla ciebie i dla mnie, żebyś był wtedy u kogoś, komu ufam.
– Humpf. Ale ja nie wiem, czy ja lubię towarzystwo. Może jestem samotnym księciem na szczycie twoich kolan i rządzę niepodzielnie.
– O właśnie, zła wiadomość: będzie was czworo na dwoje ludzi.
– To oni nie mają po człowieku na wyłączność?
– Nie mają.
– Biedni.
– Widzisz, jak ty masz z nami dobrze w życiu?
– Przez najbliższy tydzień będę cierpiał! Zostanę męczennikiem!
– …dostaniesz wołowinę, jak wrócę. Z serem.
Popatrzył na mnie podejrzliwie.
– I śmietaną?
– Okej, i ze śmietaną.
– Deal.

Trzymajcie za brzydala kciuki. Od trzech lat nie musiał się z nikim dzielić.
Wracamy 19 lutego 🙂