Hamak

– Hamak dostałeś, wiesz?
– Jaki hamak?
– Na kaloryfer, żeby ci ciepło było zimą.
– A. To już nie mogę leżeć na górze kaloryfera?
– Tu ci będzie wygodniej. Jak zaśniesz i się roztopisz, to nie spadniesz na pysk, jak w zeszłym roku.
– Pfff…
– Bardzo mi przykro, taka prawda. Mam zdjęcia na dowód.
– Pff!
Odwrócił się ogonem i poszedł, odkładając wąchanie prezentu na później. Ciekawe, jakie informacje zostawili mu poprzedni właściciele? „Nie ruszać, nasze”? A może „niezdatny do użytku, zamienić na człowieka”?
K. szykował w kuchni kurczaka na obiad. To nic, że dochodziła dziesiąta wieczorem. Dał słowo, że zrobi dziś, to niech smaży. Usłyszałam tylko syk i trzaśnięcie drzwiami, i zaraz potem obrażony kot wrócił do mnie.
– On się nie chce podzielić!
– Jesteś uczulony na kurczaka, głupku.
– A ty na koty! – Żachnął się.
– Tyle że ja dostaję kataru, a tobie pęka skóra.
– To takie dodatkowe paszcze. Na więcej kurczaka. Nie żadna alergia.
– Jasne.
Patrzył na mnie intensywnie i z niezrozumieniem. Koty tak potrafią.
– A twój katar to niby nie dodatkowy płacz z radości, że mnie widzisz?
– Nie. To mój układ odpornościowy traktuje cię jak zagrożenie.
– Twoje co?
– No… Moje ciało zwalcza cię jak zarazki.
– Jak zarazki? Mnie?! Czekaj… Jak zarazki, KURCZAKA?! – Aż mu mowę odjęło. Patrzył na mnie, teraz już z czystym niezrozumieniem, tak ogromnym, że nie mieściło się nawet w największych źrenicach. – Kurczaka jak zarazki, dobre sobie! Z kim ja mieszkam! Rano pakuję manatki i wyprowadzam się na śmietnik, tam będę jadł, na co mam tylko ochotę!
Przestał mi się kręcić pod nogami, obrażony jak kotka w ciąży, i poszedł precz hen daleko, żeby tylko nie musieć na nas patrzeć. Taki był zły, że zapomniał, na co wskakuje.
Na hamak.

Punkt dla mnie.

Nowości

Cisza.
– Kocie?
Cisza nasłuchująca.
– Kocie, wyłaź z garnków.
– Jestem głodny.
– Jadłeś.
– Ale zaraz umrę i nie chcę umrzeć głodny.
– Nie gadaj głupstw, tylko chodź się przytul.
Patrzy na mnie i myśli intensywnie, a ja wiem, co chce powiedzieć. Ostatnio postanowił zostać dietetykiem i dużo czytał w Internecie, i zaraz rozpędzi się o tym, że strawa duchowa nie zapewni mu niezbędnych substancji odżywczych. Przerywam, zanim zacznie.
– To nie dla ciebie, to dla mnie. Chodź.
– A, jak tak, to w porządku.
Terapeutą został w zeszłym miesiącu. Bardzo to sobie chwali.
– No to co mi opowiesz? – Pyta, moszcząc mi się na kolanach. Robi to jak zwykle; rozlewa się na kształt naleśnika, zwisając łapami z obu stron.
– Mmm… W zasadzie jest w porządku. Dobrze Ci się mieszka z K.?
– Gorzej niż z tobą, wiadomo, ale jest miły.
– Mówi o tobie, że nie jesteś mój, tylko nasz, wiesz o tym?
– Jasne… Chyba wtedy, jak przychodzę go dogrzać. Nie umie siedzieć tak, żeby kot się mieścił.
– Daj mu czas, nigdy nie mieszkał z kotem.
– Poważnie? Biedny.
– Też tak uważam. A mieszkanie jak ci się podoba?
– Kaloryfery są szersze, więc się mieszczę, i drapak jest fajny. No i baaalkon.
– Ale pamiętasz, że idzie zima i nie będziesz na niego wychodzić? Chyba, że mam cię samego zamykać.
– Bez sensu. Co z tym zrobisz?
Westchnęłam.
– No przepraszam cię serdecznie, że Ziemia krąży wokół Słońca…
– Tak lepiej. Co z tą kolacją? Wiesz, i tak umrzemy z zimna, po co się ma zmarnować?