Na ramionach gigantów

– Gdzie mnie niesiesz?
– Na górę.
– Czemu?
– Bo mogę.
– A kto ci pozwolił?
– Ty, jak wpakowałeś mi się na kolana. Mówiłam ci, że muszę iść na górę po zasilacz.
– Ale ja nie lubię siedzieć na rękach…
– Lubisz. Tak się poznaliśmy, pamiętasz?
– Nie lubię! A to było w Poprzednim Miejscu i wolę nie pamiętać. Twoja wizyta mi się podobała, reszta to nuda. Nikt mnie nie odwiedzał. I było mi smutno.
– Nie drap, uczyłam cię, że to boli. I nie miaucz mi do ucha, słyszę cię. A w ogóle to lubisz, przecież mruczysz.
– Bo mnie przytulasz.
– Przytulam cię, bo mam cię na rękach. Inaczej się nie da, zleciałbyś na ziemię.
– I musiałbym latać sam po tych wszystkich piętrach?
– No.
– A jak nosisz mnie na szyi?
– Nie na szyi, tylko na ramieniu. Wtedy też cię trzymam, bo inaczej byś zleciał. Chociaż nie dziwię się, że się boisz, też bałabym się zlecieć z takiej wysokości.
– W sumie skakałem z wyższych półek i nic mi nie było… Ale nie upuścisz?
– Nie upuszczę. Mogę cię tylko z kuchni wyrzucić, jak będziesz podżerał mój obiad.
– Jak nie upuścisz, to jednak lubię być na rękach.
– Widzisz, tę rundę wygrałam. A teraz złaź, potrzebuję obu dłoni.
– No wiesz co!

Wtorek

– Mijaaaaaaaau?
– Filip, czy mógłbyś być ciszej?
– Nie. Mijaaau!
– Bardzo cię proszę, bądź cicho.
Nje. Mijja-au!
– Kocie, bo cię skrzywdzę. Jest piąta trzydzieści. Piąta-cholerna-trzydzieści.
– Ale ja cię kocham!
– A nie mógłbyś mnie kochać po cichu?
– Nie, bo wtedy nie będziesz wiedziała, że cię kocham! Ty też mogłabyś mnie kochać.
– Przecież kocham. Chodź, przytul się, grubasie.
– Widzisz? Jak mi nie mówisz na głos, to nie wiem, czy jeszcze tak, czy już nie!
– Zawsze tak, głupku. I zawsze chcę, żebyś się przytulał, więc nie udawaj, że tego nie wiesz.
– Jasne, a te razy, kiedy masz jedzenie i wolisz je ode mnie? Albo malujesz paznokcie i przeszkadza ci moje futro? Albo jak gapisz się na małe czarne wzorki zamiast na jeden duży, ten mój? Tego nie lubię najbardziej, bo trwa najdłużej.
– …
– Widzisz, wygrałem! Ale przyjdę. Bo cię kocham. Głupku.
Filip wskoczył na łóżko i postanowił położyć mi się na dekolcie. Trudno, sama go tu zaprosiłam. Chociaż może lepszym pomysłem byłoby włożenie na siebie koszulki, zanim się ułożył.
– Nie drap przynajmniej, bardzo cię proszę…
– Cicho, kobieto. Kochasz, to kochaj całego. Na którą masz budzik?
– Na szóstą. Dlatego cię skrzywdzę, jak zaraz nie pójdziemy spać.
– A, na szóstą. To udowodnię swoją miłość: jak będziesz musiała wstawać, przejmę sny, które zostawisz po sobie na poduszce. Wyśnię je za ciebie do końca. Dzięki temu się nie zmarnują i nie będą nikogo nawiedzać. Poświęcę się dla ciebie, bo jestem twój, a ty moja.
– Przecież ty kochasz spać…
– Ciebie też. Widzisz, jak wszystko się układa?

Filip

Skrzynka

Lubicie dostawać pocztówki?

(Nie)wielkość miejsca wymusza oszczędność formy. Jeśli chcesz dobrze przekazać wrażenia, musisz skupić się na tym, co je wyróżnia. A zarazem dbaj o to, by odbiorca wiedział, o czym piszesz. On nie zna miejsca, które zwiedzasz – jesteś jego oczami i uszami, przewodnikiem po świecie, który rozkwita tylko dla Ciebie.

Tym jest to miejsce. Kartkami z krajów, które nie istnieją. Widokówkami miast, których nikt nie zbudował. Wreszcie opowieściami o ludziach, którzy się nie narodzili.

To, co będę zamieszczać w zbiorze moich pocztówek, mogło wyrosnąć na kanwie realnych zdarzeń. Trzymajmy się jednak umowy, że nie będę mówić o nagiej rzeczywistości. Nie wysyła się widokówek z miejsc, które zdążyły spowszednieć.

Przeglądaj, czytaj, obracaj w dłoniach, zapominaj i powracaj.

Kto wie, kiedy zechcesz na którąś odpisać?

 

 

dopisek ze stycznia 2016: zajrzyj tutaj